.
.




MATEMATYKA
RECENZJE
RYSUNKI

... zdecydowalem sie odbyc podroz morska - ze wzgledow osobistych - zdrowotnych i wypoczynkowych. Chodzilo glownie o to, ze sytuacja moja na kontynencie europejskim stawala sie z kazdym dniem przykrzejsza i bardziej niewyrazna. Zwrocilem sie wiec listownie do znajomego armatora Mr Cecila Burnett z Birmingham z prosba, aby umiescil mnie na ktoryms z licznych swoich okretow - i zaraz otrzymalem krotka odpowiedz telegraficzna: ,,Berenice Brighton 17 kwietnia, godz. punkt dziewiata''. Ale w Brighton, w porcie, tyle stalo zakotwiczonych zaglowcow i parostatkow, pakunki zas tak utrudnialy swobodne ruchy, ze spoznilem sie o niespelna 15 minut, a marynarze i tragarze zaczeli wolac goraczkowo, jak to zawsze - tam, tam, predzej, jeszcze ja pan dogoni - predzej, predzej - niech sie pan spieszy! Jeszcze ja pan zlapie! Dogonilem Berenice motorowka, lecz juz bez pakunkow. Spuszczono drabinke sznurowa, po ktorej, nie zdazywszy w pospiechu przeczytac nazwy wymalowanej wielkimi literami po lewej stronie kadluba, wydrapalem sie na poklad. Byl to duzy bryg trzymasztowy, pojemnosci co najmniej 4000 ton - a jak wywnioskowalem z ukladu zagli oraz budowy bukszprytu, plynal do Valparaiso z ladunkiem szprotow i sledzi. Kapitan Clarke, suchy wilk morski o zaczerwienionych od wiatru policzkach, rzekl z prostota: - Witam na Banbury'm, sir...
Page maintained by: P. Waszkiewicz.